Wesele znam od kuchni — dosłownie
Około dziesięciu lat pracowałem przy obsłudze przyjęć w sali weselnej pod Częstochową. To znaczy: przygotowanie sali, stołów i dekoracji, zimne płyty, dopilnowanie, żeby na stołach nie zabrakło niczego, i bycie tą osobą, która przez cały wieczór jest na miejscu i realizuje prośby gości. Standardem były wesela na trzysta osób — obok nich chrzty, komunie, urodziny i spotkania rodzinne.
Dlatego harmonogram uroczystości nie jest dla mnie teorią. Wiem, kiedy warto zniknąć, kiedy wejść bliżej i ile realnie zajmuje przejście z kościoła na salę. To rzadka przewaga u fotografa — i ona przekłada się bezpośrednio na to, ile momentów nie ucieknie.
Aparat wziąłem do ręki później i przez ostatnie lata niemal codziennie fotografowałem dzieci w przedszkolach i szkołach. Nie mam za sobą setek wesel i nie będę tego udawać. Mam za sobą coś innego: tysiące godzin z ludźmi, którzy czują się przed obiektywem niepewnie.
- Komfort przed obiektywem
- Pomoc w pozowaniu krok po kroku
- Naturalna, ciepła kolorystyka
- Dojazd w Polsce i za granicę